W Stanach Zjednoczonych nie ma zwyczaju narzekania. Trudno w to uwierzyć, ale nikt tak jak w Polsce nie narzeka na to, że jest za ciepło, za zimno, że pada deszcz, że sąsiad za głośny, że chodnik za krótki, że drzewo za wysokie, etc. Ponarzekać możemy tylko z przyjaciółmi i rodziną, nigdy w czasie pogawędek. Zatem zawsze na pytanie Hi, how are you? odpowiadajmy fine albo good. Z resztą nikt nie chce od Was usłyszeć historii życia.

No właśnie. How are you usłyszymy zawsze i wszędzie. Jest jak nasze Dzień dobry, ale zamiast mówić Good morning, afternoon… i ciągle patrzeć na zegarek jaka to pora dnia, Amerykanie  grzecznie pytają jak leci i wcale nie zwracają uwagi na twoją odpowiedź. W końcu każdy mówi to samo, w myśl zasady Nie narzekaj. Powiem szczerze, że staje się w pewnym momencie uciążliwe i denerwujące. Czasami miałam nawet dosyt tej „przesadnej życzliwości”, ale gdy wróciłam do Polski zatęskniłam za nią… i to bardzo. Wciąż narzekamy, jesteśmy wobec siebie oschli, a nawet wredni. I nie ma znaczenia jaka wtedy jest pogoda, i czy biometr jest niekorzystny. Jakoś tak wychodzi, że częściej jesteśmy nieżyczliwi.

Jeszcze co do życzliwości Amerykanów – naturalne jest rozmawianie z obcymi np. na przystankach, w metrze. Często ktoś nas może zagadać, przysiąść się. Można wtedy poznać wiele ciekawych osób, a przecież o to w wymianach kulturowych chodzi. Nie bójmy się też poprosić o pomoc np. przechodnia na ulicy. Można wtedy nawet usłyszeć: Poland! We love pierogi!