Właśnie rozpoczęła się, tak długo przez nas oczekiwana, wiosna. A wraz z nią przedstawicielki płci pięknej chętnie zamieniają kozaki na szpilki. Jednak co wspólnego mają buty ze Stanami? A no właśnie…

Kiedy tak widzę Polki „spacerujące” w butach na obcasach i prześcigające się w wysokości założonych szpilek, to zawsze przypomina mi się zdziwiona twarz mojego szefa Seana, który po raz pierwszy przyjechał ze Stanów do Polski. Kiedy zapytałam go jaką widzi największą różnicę między Polakami a Amerykanami, bez wahania wskazał właśnie na szpilki! To była pierwsza rzecz, która najbardziej go zdziwiła nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach Europy Środkowowschodniej.

W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi. Co może być dziwnego w noszeniu szpilek? Odpowiedź znalazłam podczas mojej drugiej wizyty w USA. Pamiętając słowa Seana zaczęłam obserwować kobiety w nowojorskim metrze. Wzrok skupiałam głównie na tych paniach, które najprawdopodobniej pracowały w biurach. Wtedy zrozumiałam co Sean miał na myśli – żadna kobieta nie miała na sobie obcasów! Wśród obuwia królowały baleriny i japonki. Ale zawsze miały ze sobą duże torby… czyżby nosiły w nich buty zgodne z panującym w biurach dress code? Jestem pewna, że tak.

Amerykanki traktują szpilki jako element garderoby na specjalne okazje. Wyjście na kolację, randkę, do klubu. Zakładane tylko od czasu do czasu tworzą nie tylko specjalną aurę, ale również sprawiają, że kobieta czuje się wyjątkowa. A w Polsce? Czy nie stały się zbyt pospolite?

Myślę, że w sprawie szpilek powinnyśmy dziewczyny brać przykład z Amerykanek. Zostawmy je na wyjątkowe okazje, a zapewniam, że jeszcze wyjdzie nam to na zdrowie ;)