Pakowanie walizki jest dla mnie najgorszą częścią całej podróży, chociaż ma też swoją dobrą stronę – wprowadza już w atmosferę naszej wyprawy, wzbudza w nas nutkę podenerwowania, a zarazem ekscytacji. To pierwszy etap każdej podróży, ale nie rzadko samo pakowanie walizki staje się sztuką, a by zrobić to dobrze trzeba mieć albo szósty zmysł, albo doświadczenie.

Na spotkaniu podróżniczym ze studentami Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, Wojciech Cejrowski podzielił się jedną ze swoich najważniejszych zasad – nie bierz ze sobą bagażu! Tam gdzie jedziesz na pewno są sklepy… a po co wozić drewno do lasu?! I muszę przyznać Panu Wojtkowi 100% rację!

Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam do Stanów, moja walizka ledwo się domykała. Zabrałam ze sobą oczywiście wszystkie „niezbędne” rzeczy, zwłaszcza te bez których kobieta obejść się nie może ;) Mało tego – upchałam swoimi rzeczami również bagaż podręczny. Bo skoro można zabrać ze sobą dodatkową torbę, to jak tu tego nie wykorzystać?! I czego nauczyłam się o pakowaniu? A no właśnie tego, by zawsze brać tylko niezbędne minimum… na prawdę minimum.

Najbardziej uciążliwe było przemieszczanie się z całym ekwipunkiem po lotniskowych terminalach, peronach i stacjach metra. Nie tylko kosztowało mnie to dużo zdrowia, ale przede wszystkim nerwów. Na szczęście nikt z Amerykanów nie rozumiał tego co mówiłam do siebie pod nosem ;) Stresujące było też samo ważenie walizki w czasie odprawy lotniskowej. Nikt przecież nie chce zapłacić za nadbagaż.

W miejscu docelowym zawartość mojej walizki szybko została zweryfikowana. Suszarka do włosów z powodu różnicy napięcia elektrycznego w gniazdku spaliła się. Na szczęście zakup nowej nie był olbrzymim wydatek – cena najtańszej suszarki w WalMarcie to 10$. „Ciężkie” kosmetyki- szampony, balsamy, i inne cuda wianki, w USA są kilka razy tańsze niż w Polsce. Niestety nie mogłam ich kupić zbyt wiele, ze względu na ograniczoną wolną przestrzeń w mojej walizce. Ale to co mnie najbardziej bolało, to konieczność wyrzucenia moich „starych” ubrań, przywiezionych z Polski, by zrobić miejsce nowym, tańszym i przede wszystkim markowym. Nie tylko dziewczyny wpadają w zakupowy wir szaleństwa… facetów też to dotyczy ;)

Na szczęście zdobywamy w życiu doświadczenie, by wykorzystać je w przyszłości. Dlatego w czasie mojej drugiej wyprawy moja walizka była o niebo lżejsza!

Czego jednak lepiej nie zapominać wyruszając do Stanów? Oto kilka „niezbędników”:

- końcówka/ przełącznik to kontaktu – dzięki niemu można podłączyć europejski sprzęt do amerykańskiego gniazdka. Koszt takiej końcówki to ok. 2 zł

- aparat fotograficzny – zdjęcia to najlepsza pamiątka z każdej wyprawy

- karty pamięci – każdy będąc w USA zachowuje się trochę jak japoński turysta – cyka zdjęcia wszystkiemu dookoła – warto więc mieć dużo miejsca na zapisywanie fotek

 

Ważną kwestią jest też dobór walizki. Ja zawsze wybieram na kółkach, ale niektórzy wolą plecaki turystyczne. Trzeba się jednak liczyć z tym, że niewiele się do niej zmieści. Ale nigdy przenigdy nie zabierajcie torby!

Życzę przyjemnego pakowania ;)